Żoną jest być trudno. Tyle przychodzi mi na myśl po 45 dniach małżeństwa, zwłaszcza jeśli wcześniej nie mieszkaliśmy ze sobą, a jedynie pomieszkiwaliśmy... jeśli wiecie o co chodzi.
Nie umiem powiedzieć dlaczego. To chyba świadczy o tym, że ciągle mam wahania nastrojów: od euforii, po głęboką rozpacz. I nie, nie jestem w ciąży. I nie, nie mam problemów z tarczycą. Po prostu mam taki charakter. Cała ja.
Mój mąż jest wspaniałym facetem, mimo młodego wieku. Uwielbiam jego uśmiech, poczucie humoru, to, że zna mnie jak mało kto. A jednocześnie przeszkadza mi jego poczucie humoru i to, że tak dobrze mnie zna. Paradoks? Chyba tak. Czasami sama nie umiem połapać się w swoich uczuciach, więc jak Mąż ma mnie zrozumieć? Ale się stara - z mniejszym lub większym zaangażowaniem.
Chciałabym, aby ten blog nie był krainą smętów, ale pozwalał mi spojrzeć z dystansem na to, co robię i jak się zachowuję w stosunku do mojego męża (stosunku - hmhm). A może ktoś, kto będzie czytał te wypociny - także będzie młodą mężatką lub młodym mężem i zechce podzielić się ze mną swoimi uczuciami? W takim razie zapraszam :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz