Mój mąż został bohaterem w naszym domu. Wcale nie żartuję.
Zniósł (przy niemałej pomocy kolegi z pracy) z czwartego piętra ogromną, ciężką kanapę!
Spocił się przy tym jak dziki koń na westernie, ile k**w niosło się po klatce, tylko sąsiedzi wiedzą ale dał radę! Jestem z niego dumna. Dlaczego?
Ano dlatego, że zabierał się do tego jak pies do jeża. Odkładał, odkładał aż w końcu nie wytrzymał! Ile można spać na materacu, ile jeszcze plecy mają boleć od niewygodnego łóżka, które kompletnie nie spełnia swojej roli? Cóż, takie uroki wynajmowanego mieszkania.
Dziś natomiast będzie wnosił nowe łóżko na czwarte piętro. Tym razem brakuje mi określenia, by nazwać jego odwagę i dzielność. Skoro przy znoszeniu był bohaterem, kim będzie przy wnoszeniu?
Nie wiem, ale wiem, że moją rolą jest doping i ocieranie jednorazową chusteczką potu, którym zroszone będzie jego czoło. Albo lepiej podstawię wiadro.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz