Jestem mamą....
Czasami, gdy myślę sobie o tym, kim jestem - w pierwszej kolejności myślę właśnie: jestem mamą. Wspomnienie tego, gdy na świecie nie było naszego synka jest mgliste i czuję, jakby to było przynajmniej 5 lat temu, a nie 5 miesięcy temu. Codziennie rano, gdy się budzę i widzę obok roześmiane oczy Stasia wiem, że mam wszystko: wspaniałego męża, zdrowe i śliczne dziecko. Wtedy zaczynam się bać... Bo czasami to wszystko tak łatwo stracić... Odganiam szybko te straszne myśli i staram się cieszyć kolejnym dniem spędzonym z moim malcem, chłonąć go całą sobą, spróbować zapamiętać te wszystkie chwile, w których moje Maleństwo uczy się czegoś nowego.
Pierwszy uśmiech, pierwszy głośny śmiech - to już za nami. Staś jest pogodnym, choć wymagającym małym człowiekiem. Czasami padam na twarz i chcę, by ten dzień (a właściwie dzień-noc) się skończył. A potem, gdy uświadamiam sobie, że za nami kolejny miesiąc chcę, aby ten czas zwolnił. Czy to normalne, czy każda mama tak ma?
Potrafię patrzeć na mojego śpiącego synka i za nim tęsknić, pragnąć by już się obudził, by uśmiechał się na mój widok a za chwilę chcieć zamknąć się choć na 5 minut w łazience i mieć święty spokój. I wtedy siedząc w ciszy na toalecie uśmiecham się z niedowierzaniem i dozą irytacji na siebie samą, że przecież teraz tak już będzie... Zwłaszcza, że zawsze marzyliśmy o trójce maluchów.
Kleję tych kilka słów naprędce, kiedy mój mąż próbuje utulić Stasia do snu. Czuję, że czasami chciałabym przelać na papier, to co myślę, uporządkować to, co mam w głowie... Czasami czuję, że bycie mamą jest "ograniczające": tulenie, karmienie, przewijanie, kąpanie - to wszystko jest takie powtarzalne i nudne, a kontakty z innymi dorosłymi osobami są dość ograniczone. Postanowiłam więc wrócić do pisania, chociaż raz na jakiś czas - może to pozwoli mi wrócić do dawnej cząstki mnie, którą bardzo lubiłam a którą trochę zaniedbałam.
Jeśli ktoś, oprócz mojego Męża to czyta, pozdrawiam serdecznie! I obiecuję, że będzie mnie tu więcej :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz